20 sierpnia 2015

Pensja minimalna

Już od dawna korciło mnie, żeby napisać coś w tym temacie. Głównie ze względu na gro osób, które żalą się jak to im źle i niedobrze.
Kij w mrowisko, czyli pensja minimalna. Za niska by przeżyć – no bo bez jaj, co to jest niecałe 1300 na rękę, kiedy np. wynajęcie mieszkania kosztuje od 500 wzwyż, a gdzie jeszcze reszta rachunków? Za wysoka by umrzeć – bo jakby nie było, człowiek może miesiąc przeżyć bez jedzenia... ewentualnie na racjach głodowych. W czasie wojny, więźniowie w obozach dostawali dziennie małą miskę zupy z brukwi, piętkę zeschniętego chleba, trochę picia i też przeżyli. Niektórzy. W niemieckich obozach na terenie Polski – żeby nie było. To nie Polacy te obozy zakładali, tylko Niemcy. Gdyby ktoś jeszcze nie pamiętał tego z historii i dał sobie wmówić przez media czy polityków, że było inaczej. Nie tego jednak ma dotyczyć tekst.
Pensja minimalna.
Z łaską rzucony ochłap, na który się rzucacie i cieszycie jak idioci, że podniesiono ją o pięć, dziesięć złotych. Serio? To zaspokoi wasze podstawowe potrzeby?
Za takie pieniądze żaden szanujący się menel spod budki z piwem nie pójdzie do roboty, bo mu to się nie opłaca. Nie dość, że się narobi jak głupi powyżej ośmiu godzin (bo ośmiogodzinny etat, czy czterdziestogodzinowy tydzień pracy, to już można dawno między bajki włożyć), to jeszcze nie wystarczy mu tego ochłapu na zrobienie opłat, wyżywienie, czy odrobinę relaksu.
Kim więc jesteście Wy, którzy ze łzami wdzięczności w oczach godzicie się na taką zapłatę? Może lubicie pracować za darmo – da się zrozumieć, wszak wolontariat jest popularny.
Może macie ukryte skłonności masochistyczne i najzwyczajniej w świecie lubicie być poniżani.
Może waszym idolem są biedne, nieszczęśliwe chińskie dzieci, pracujące za miskę ryżu i spanie w barłogu.
Zewsząd słyszy się narzekania, jak to jest wam źle. Jak to minimalna pensja nie wystarcza na podstawowe potrzeby, jak to szef każe zostawać po godzinach, w zamian oferując jedynie możliwość pracy dla niego, jak to nie macie na nic czasu, bo zapierdalacie w pracy za pieniądze, które wystarczają na wegetację, bo życiem tego nie da się nazwać.
Skoro tak Wam jest źle, dlaczego nic z tym nie zrobicie?
Dlaczego sami godzicie się na to, aby traktowano Was jak śmieci?
Praca za minimum jest tylko i wyłącznie Waszym wyborem. Naprawdę.
Tak samo jak praca na czarno, bez umowy, za kilka złotych na godzinę. I wielka radość, bo udało się trochę dorobić. Policz sobie ile dorobiłeś. Dziesięć złotych? Piętnaście? Wystarczy na bochenek chleba i pasztet.
Ustalmy jedno.
Pracodawca nie robi łaski zatrudniając pracownika. Jeśli nie stać go na zatrudnienie, to niech sam zasuwa, albo zamyka swój interes. Pracodawca nie jest osobą Wam bliską, której należy pomóc w nieszczęściu. Nawet, jeśli wspólnie pijecie kawkę na zapleczu i on użala się, jak to ZUS i Skarbowy z niego zdzierają i dlatego nie może zapłacić Ci więcej. Co jednocześnie nie przeszkadza mu skoczyć na weekend nad morze, żeby się zrelaksować. Bo w końcu to on jest tu szefem, a do pilnowania interesu ma takie szaraczki, pracujące za przysłowiową miskę żarcia. Na podobnej zasadzie działa pies uwiązany pod budą, który w zamian za pilnowanie obejścia dostanie resztki.
Pracodawca kupuje Wasz czas i umiejętności. Po to, aby jego interes się kręcił. Rozwijał. Nie kupuje Was, jako ludzi. Poważnie. Tylko od Was samych zależy na ile swój czas wycenicie.
Tłumaczeniami, że lepiej mieć te kilka groszy niż nic, musicie utrzymać rodzinę, opłacić rachunki, spłacić kredyt, kupić lekarstwa itp., możecie sobie podetrzeć tyłki w sraczu. I tak wam nie starcza na to utrzymanie, opłacenie rachunków, spłacanie. Tracicie za to nerwy, swój czas i zdrowie.
Minimalna jak sama nazwa wskazuje ma wystarczać na minimum zaspokojenia potrzeb. Na wegetację, a nie na zwykłe, spokojne życie w godności.
Wysokość pensji minimalnej ustalają ci tam na górze, nie mając wielkiego pojęcia o tym co z takimi pieniędzmi można zrobić, bo sami zarabiają znacznie więcej i Wasze problemy są im zupełnie obce. Powaga. Ot spadają resztki z pańskiego stołu, a że czasami spadnie plasterek szynki więcej...
Weźcie z nich przykład i zamiast marudzić, sami zacznijcie dbać o własne dobro, bo nikt tego nie zrobi za Was.
Nie odpowiada Wam praca za pensję minimalną – to nie pracujcie za tyle. Znajdźcie inną, załóżcie swój mały biznes, poszukajcie innego rozwiązania. Czy jednak macie czas na to szukanie, spędzając tyle godzin w pracy, z której nic nie macie poza poczuciem żalu i wykorzystaniem?
Nie odpowiada Wam zostawanie po godzinach za darmo – nie zostawajcie.
Proste.

I na koniec wyobraźcie sobie hipotetyczną sytuację, w której pewnego pięknego słonecznego dnia, niespodziewanie do pracy nie przychodzą wszyscy ci, którym rzuca się raz w miesiącu nędzny ochłap w postaci pensji minimalnej, a pozostali niewolnicy nie dają się namówić na chwilowe zastąpienie nieobecnych szałową stawką kilku złotych na godzinę. Totalny paraliż.
Przekonalibyście się ile sklepów w tym dniu byłoby nieczynnych, ile autobusów czy tramwai nie wyjechało z zajezdni, ile poradni lekarskich nie mogłoby funkcjonować normalnie, ile przedsiębiorstw stanęłoby...
Jeden taki dzień wystarczyłby na to, aby gospodarka i biznes stanęły w miejscu na te dwadzieścia cztery godziny. Drugi dzień zszedłby pracodawcom i tym na górze, na groźbach, niespełnionych obietnicach itp., byle by niewolnicy wrócili do pracy.
Trzeci dzień... czwarty... Najdalej po tygodniu pensja minimalna zostałaby podniesiona i to znacznie. Bo nikt tam na górze nie pozwoli sobie na to, aby taki zastój trwał długo. A znając upodobanie naszego narodu do trunków procentowych, to po dwóch dniach trudności i ograniczenia w dostępie do nich, to nawet tego tygodnia nie trzeba byłoby czekać.