24 lipca 2018

Jak Thori przenosiła numer telefonu...


Przenoszenie numeru do innego operatora – level Thori.

Podejście 1: zróbmy to przez internet! Będzie szybko i bez wychodzenia z domu!
Początek łatwy, uzupełnienie danych, doczytanie czego tam ode mnie chcą w regulaminach itp. Wysłane!
Yyy – ale jak to nie ma żadnego potwierdzenia? Nic a nic? Zero maila, sms?
Ewidentnie coś nie gra. Szybki telefon na infolinię.
- Widać nie zarejestrowało i nie przyjęło zamówienia. Powinno być potwierdzenie. Może lepiej iść do salonu?

Podejście 2 – no to fru do salonu. Pechowo, bo kwadrans przed zamknięciem.
- Dzień dobry, chciałam przenieść numer.
- Proszę, proszę, zapraszamy itp. (kawki, herbatki, wody, jedzonka, jeszcze więcej uprzejmości i słodkości dla potencjalnego klienta? ;) )
- Dziękuję.
- Firma? Czy osoba indywidualna?
- Indywidualna.
Kobiecinie zrzedła mina. Westchnęła ciężko.
- A jaki abonament panią interesuje?
- Żaden. Wyłącznie karta. I wybrałam już ofertę, chcę (tu wyszczególniłam co mnie interesuje, a co jest dostępne – rzekomo od ręki).
I tu się kobiecina brzydko na mnie spojrzała. Skończyła się kawka, herbatka itp.
- A bo wie pani, to długo zajmie, już nie zdążymy – i gapi się, a w oczach widać: no weź spadaj stąd babo, my tu obsługujemy tylko firmy i abonentów, na przykład takich jak ten pan przy stanowisku obok, który dopiero wybiera ofertę, ale jaką ofertę wybiera! Ho, ho ho! Czego tu jeszcze siedzisz i zawracasz mi głowę? - Poza tym komputer się zawiesza – kreśli kółeczka na kartce – A naprawdę, bardzo długo przenosi się numer... i to sporo pracy jest... - i patrzy kobiecina na mnie wyczekująco.
Kurcze, a w internecie pisało, że to bardzo proste, szybkie – ach ten niedobry internet, kłamie oj kłamie, a raczej kłamie operator na swojej stronie.
- Czyli co? Nie da się dzisiaj? - lepiej zapytać.
- Niestety nie.
- A kiedy się da?
- Może jutro, albo pojutrze, gdyby pani podeszła... o, albo w sobotę!
Aha, pewnie kobieciny w sobotę nie ma i zrobiła sobie prostą kalkulację: niech ktoś inny się użera z użytkownikiem karty, który wie po co przyszedł i co chce.
- Rozumiem, dziękuję do widzenia.
Poszłam sobie, no bo co.

Podejście 3 – inny salon.
Od razu upewniłam się, do której godziny jest czynny. Ho, ho, ho! No przez kilka godzin da się chyba przenieść ten numer, a przynajmniej przyjąć zamówienie na przeniesienie, co nie?
Wyłuszczyłam z czym przyszłam, dopytałam, czy pani będzie miała czas itp. No i zonk. Czas jest, przenosi się ponoć szybko (no niemożliwe! Dziesięć minut temu usłyszałam, że jest wręcz przeciwnie), tyle, że mają awarię komputera czy internetu czy czegoś tam (nie zrozumiałam, nie dosłyszałam, bo upojona byłam opcją: da się przenieść! Szybko!) i nie wiadomo, kiedy naprawią...

Serio? Serio? Normalnie jakby wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazywały, że nie mam przenosić numeru...




01 stycznia 2018

Wpis nostalgiczny


Z zaskoczeniem odkryłam, że minęło prawie pięć lat bloga.
Muszę przyznać, że wiele się zmieniło od czasu pierwszego wpisu.
Gimbusówna nie jest już Gimbusówną, a młodą kobietą. Wydoroślała i przyznam, że jestem z niej dumna. Wyrosła na pewną siebie młodą kobietę, wie czego chce i dąży do tego, owszem ma jeszcze czasami "humorki", ale osiągnęła wiele i bardzo się zmieniła. Mówiąc "poetycko": gąsienica przeobraziła się w motyla i po świecie zadowolona popyla :)
Technikus, czyli Młody Grizzli pozostał taki jak był: wciąż dopisuje mu poczucie humoru, nadal część wypowiedzi nacechowana jest sarkazmem, a jego cięte riposty, czy teksty nasycone czarnym humorem niezmiennie wywołują uśmiech na mojej twarzy.
Czytając wpisy sprzed lat zauważyłam jak wiele zmieniło się w naszym życiu. Nadeszło sporo fajnych zmian, które uczyniły życie lepszym, pełniejszym, pozwoliły się rozwinąć.
Zrealizowało się kilka marzeń (no dobra, prawie wszystkie, które były dla mnie ważne kilka lat temu), a kolejne realizują się teraz.
Co prawda nieco mniej czasu mam na prowadzenie tego bloga, ale za to wyżywam się pisarsko w tekstach, scenariuszach, opowiadaniach.
Gdyby pięć lat temu ktoś powiedział mi, że będę robić to co robię i będę żyć tak jak żyję i wszystko się poukłada w ten cudowny sposób, to padłabym ze śmiechu.
A jednak...
Dlaczego piszę tego posta?
Bo czasami sami nie zauważamy tego co przeżyliśmy, co się zmieniło, nad wieloma świetnymi dla nas rzeczami przechodzimy do porządku codziennego, machając dłonią: ano tak, coś tam takiego się wydarzyło.
Przyznam, że gdyby nie przejrzenie wpisów z archiwum, również bym tego nie dostrzegła.
Dlatego warto prowadzić swoje zapiski, notki, które po latach przypomną nam jak wiele dobrych zmian przechodzimy i jak bardzo my sami się zmieniamy.