24 listopada 2015

Próbna matura to bzdura

Zaczęło się o 1.30 w nocy. Bo 1.30 to najlepsza pora na naukę, pisanie, granie, myślenie itp. Przynajmniej dla Grizzli i dla mnie.
- Mama, wyprasujesz koszulę?
- Yyy, teraz?
- Nieee, na rano. O 8.30 mam egzamin, koszulę trzeba by włożyć.
- A, to rano ogarnę.
Rano koszula gotowa, Młody wybył z domku. Na egzamin. Siadam i rozkminiam o jaki egzamin mogło chodzić. Nie przypominam sobie, żeby mówił coś o zakuwaniu, nawiasem mówiąc nie zakuwał, tylko napierd... w gry.
Może jakiś zawodowy? Młody ma irytujący zwyczaj informowania mnie o egzaminach "pięć minut przed", w formie: " wyprasuj mi koszulę".
O jednym z nich dowiedziałam się, jak wrócił z budy i pytałam jak minął dzień. Odpowiedź brzmiała - spoko, egzamin napisałem, potem lekcje były.
No cóż, widać niegodna jestem takich informacji :D
Przypadkowo w necie natknęłam się na info, w którym ktoś chwalił się próbną maturą. Moje szare komórki mózgowe włączyły tryb pracy: myślenie.
O kurde! Przecież Grizzli w tym roku ma maturę!
Dziecię wróciło do domu i od razu swoim zwyczajem zainstalowało się przed lapkiem, celem dokończenia tego, co robiło przed wyjściem z domu. Dopadłam wrednie w pokoju i pytam:
- I jak egzamin?
- Spoko, łatwe było. Rozprawka.
- Yyy, rozprawka? Młody, a może ty pisałeś maturę próbną?
- No, maturę. Dwa byki zrobiłem w tekście, ale jest spoko.
- Młody, a może powiesz coś więcej? Jak to wyglądało? Jakie pytania?
Dziecię popatrzyło na mnie zdumione.
- Oj matka, matura jak matura. Kilka pytań, machnąć rozprawkę. Machnąłem i z głowy.
Powrócił do swoich zajęć komputerowych.
No tak... kiedyś to matury (próbne czy normalne) się przeżywało, zakuwało, a teraz... ot przerwać grę, iść napisać, wrócić do gry...
Szkoda, że ja będąc w jego wieku nie miałam takiego podejścia do życia i zdawania egzaminów, a każdy z nich przypłacałam porządnym stresem. A żeby mieć takie wyniki w nauce jak on, to musiałabym pewnie solidnie zakuwać dniami i nocami.

Wrednie dopadłam dziecię kolejny raz w jego ostoi i pytam:
- Młody, a te matury to jutro chyba też masz, co nie?
- Nooo - po długiej chwili oderwał wzrok od kompa.
- I co nic? Może jakaś nauka, może przejrzenie zeszytów?
- Po co?
- No, żeby sprawdzić stan wiedzy?
- Swoją wiedzę to ja znam - uwielbiam tę jego pewność siebie - A matura jest jeszcze jutro i w czwartek. Rano.
Posłał mi spojrzenie typu: Koniec przesłuchania?
Nie pozostało nic innego, jak opuścić jaskinię lwa :D

20 listopada 2015

Rozmówki wiedźmińskie

Ostatnim nabytkiem Młodego Grizzli padł Wiedźmin 3. Oboje uwielbiamy tę grę. Fajne uczucie, dzielić swoje zainteresowania z dzieciakami. Po cichu planowałam zwinąć na swoje potrzeby (jakie, jeszcze nie wiem) prześliczne pudełko z obrazkiem Geralta, dostarczone wraz z grą, ale Grizzli zdążył je schować. Plan poszedł się więc kochać.
Tak więc Grizzli ciął w trójkę, ja postanowiłam sobie przelecieć kolejny raz jedynkę i dwójkę. Z tego prostego powodu, że na moim kompie trójka nie ma szans ruszyć. Kilka dni wyjętych z życiorysu. O tym, że życie i świat realny istnieją, przypomniało mi burczenie w brzuchu. Trzeba było więc przygotować się do questa p.t. Zdobywamy pożywienie.
Polazłam do jaskini Grizzli:
- Grizzli skoczysz ze mną do sklepu. Za ile kończysz? (ciął twardo w trójkę budząc tym moją zazdrość).
- Jeszcze chwila...
Dobraaaa, no to poczekam.
Po kwadransie ponownie zajrzałam do jaskini:
- Młody, długo jeszcze?
- 5 minut!
Po kolejnym kwadransie nie byłam już taka zadowolona. Mój żołądek zdecydowanie domagał się żarcia!
- Młody do !@#$%^ kończysz?!
- Już, już...
Wyleźliśmy po 40 minutach...
Kurde, długodystansowiec się znalazł... Jak równie dobrze pójdzie mu w życiu realnym, jego dziewczyna nie powinna narzekać...

15 listopada 2015

Nadchodzi Młody Grizzli

Rozmówki z Gimbusówną należą już do przeszłości. Ku mojej niekłamanej uciesze, uldze, zadowoleniu, euforycznej radości, dziecię wydoroślało, włączyło opcję myślenia i skończył się okres, który zwie się buntem nastolatków.
W przyrodzie jednak nic nie ginie.
Z wcześniejszych tekstów dowiedzieliście się, że oprócz Gimbusówny, mam jeszcze Młodego Grizzli, czyli Technikusa. Niezwykle inteligentną, przebiegłą bestię, z niewyczerpanymi pokładami spokoju i sarkazmu. Uwielbiam z nim rozmawiać. Tym bardziej, że od pewnego czasu nie trzeba już wywabiać go z jego jaskini za pomocą spaghetti, bo wyłazi sam. Co więcej! Sam nauczył się owo spaghetti przyrządzać, a oprócz tego kilka innych dań i wszystkie wychodzą mu rewelacyjnie!
Może pójście na informatykę było błędem? Może miał zostać niekwestionowanym mistrzem kuchni? Czas pokaże co będzie dalej.
W każdym razie od teraz to Technikus, zwany pieszczotliwie Młodym Grizzli, będzie bohaterem kilku krótkich historyjek. A raczej rozmówek nocno-wieczornych ze steraną życiem i dziećmi, matką ;)
Bo wszak najlepiej gada się w nocy. Szczególnie w tygodniu, kiedy na drugi dzień trzeba wstać wcześnie rano i zająć swoimi obowiązkami, takimi jak szkoła.
Życzę miłego czytania. :)

03 listopada 2015

Chwilka wzruszenia

Tę piosenkę wysłała mi na twarzoksiążce Gimbusówna. Nie ukrywam, wzruszyłam się. Tym bardziej, że towarzyszyła temu długa nocna rozmowa i słowa: Dziękuję, że jesteś. Teraz zrozumiałam.
Miłości do własnych dzieci (cudzych wciąż nie zawsze toleruję :P) nie da się przykryć sarkazmem. Można się na nie wściekać, można padać ze zmęczenia, bo macierzyństwo, tym bardziej samotne, nie jest łatwym orzechem do zgryzienia, można z nimi kłócić, próbować nauczyć bycia szczęśliwym, dobrym i wolnym człowiekiem samodzielnie myślącym. Można udawać, że nie ogarnia strach, kiedy uparcie podążają drogą buntu i nie wiadomo jak dotrzeć do chwilowo zmutowanego mózgu nastolatka, można bezradność pokryć sztucznym uśmiechem. Można modlić o wsparcie Aniołów. Można wiele rzeczy, które innym wydają się absurdalne.
Za tym wszystkim jednak stoi bezwarunkowa miłość.