Zaczęło się o 1.30 w nocy. Bo 1.30 to najlepsza pora na naukę, pisanie, granie, myślenie itp. Przynajmniej dla Grizzli i dla mnie.
- Mama, wyprasujesz koszulę?
- Yyy, teraz?
- Nieee, na rano. O 8.30 mam egzamin, koszulę trzeba by włożyć.
- A, to rano ogarnę.
Rano koszula gotowa, Młody wybył z domku. Na egzamin. Siadam i rozkminiam o jaki egzamin mogło chodzić. Nie przypominam sobie, żeby mówił coś o zakuwaniu, nawiasem mówiąc nie zakuwał, tylko napierd... w gry.
Może jakiś zawodowy? Młody ma irytujący zwyczaj informowania mnie o egzaminach "pięć minut przed", w formie: " wyprasuj mi koszulę".
O jednym z nich dowiedziałam się, jak wrócił z budy i pytałam jak minął dzień. Odpowiedź brzmiała - spoko, egzamin napisałem, potem lekcje były.
No cóż, widać niegodna jestem takich informacji :D
Przypadkowo w necie natknęłam się na info, w którym ktoś chwalił się próbną maturą. Moje szare komórki mózgowe włączyły tryb pracy: myślenie.
O kurde! Przecież Grizzli w tym roku ma maturę!
Dziecię wróciło do domu i od razu swoim zwyczajem zainstalowało się przed lapkiem, celem dokończenia tego, co robiło przed wyjściem z domu. Dopadłam wrednie w pokoju i pytam:
- I jak egzamin?
- Spoko, łatwe było. Rozprawka.
- Yyy, rozprawka? Młody, a może ty pisałeś maturę próbną?
- No, maturę. Dwa byki zrobiłem w tekście, ale jest spoko.
- Młody, a może powiesz coś więcej? Jak to wyglądało? Jakie pytania?
Dziecię popatrzyło na mnie zdumione.
- Oj matka, matura jak matura. Kilka pytań, machnąć rozprawkę. Machnąłem i z głowy.
Powrócił do swoich zajęć komputerowych.
No tak... kiedyś to matury (próbne czy normalne) się przeżywało, zakuwało, a teraz... ot przerwać grę, iść napisać, wrócić do gry...
Szkoda, że ja będąc w jego wieku nie miałam takiego podejścia do życia i zdawania egzaminów, a każdy z nich przypłacałam porządnym stresem. A żeby mieć takie wyniki w nauce jak on, to musiałabym pewnie solidnie zakuwać dniami i nocami.
Wrednie dopadłam dziecię kolejny raz w jego ostoi i pytam:
- Młody, a te matury to jutro chyba też masz, co nie?
- Nooo - po długiej chwili oderwał wzrok od kompa.
- I co nic? Może jakaś nauka, może przejrzenie zeszytów?
- Po co?
- No, żeby sprawdzić stan wiedzy?
- Swoją wiedzę to ja znam - uwielbiam tę jego pewność siebie - A matura jest jeszcze jutro i w czwartek. Rano.
Posłał mi spojrzenie typu: Koniec przesłuchania?
Nie pozostało nic innego, jak opuścić jaskinię lwa :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz