Miłości do własnych dzieci (cudzych wciąż nie zawsze toleruję :P) nie da się przykryć sarkazmem. Można się na nie wściekać, można padać ze zmęczenia, bo macierzyństwo, tym bardziej samotne, nie jest łatwym orzechem do zgryzienia, można z nimi kłócić, próbować nauczyć bycia szczęśliwym, dobrym i wolnym człowiekiem samodzielnie myślącym. Można udawać, że nie ogarnia strach, kiedy uparcie podążają drogą buntu i nie wiadomo jak dotrzeć do chwilowo zmutowanego mózgu nastolatka, można bezradność pokryć sztucznym uśmiechem. Można modlić o wsparcie Aniołów. Można wiele rzeczy, które innym wydają się absurdalne.
Za tym wszystkim jednak stoi bezwarunkowa miłość.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz