06 stycznia 2015

Horoskop

Czasami czytam horoskopy. Z nudów, dla rozrywki, z ciekawości, dla zabawy. Ostatnio na jednym z dość popularnych portali trafiłam na horoskop miłosny. Takie lubię czytać – zawsze pozostawiają maleńką nadzieję, że nie skończę samotnie w mieszkaniu, zeżarta przez własnego psa.
Zagłębiłam się w treść. Początek brzmiał optymistycznie.
W lutym – mętlik w sercu. Ktoś mnie zauroczy. Co prawda będzie zwodził, mamił itp., ale jest szansa, że moje serduszko dla kogoś zabije. (Ewentualnie starcze hormony).
W marcu – będę wybuchać złością i gniewem. (Pewnie z powodu niecnego uwodziciela z lutego), jednak już w drugiej połowie miesiąca zainteresuję się kolejnym osobnikiem. (Czyli na stanie będę miała już dwa męskie osobniki! Super!).
W kwietniu – okaże się, że owe znajomości nie wpływają na mnie dobrze, ale nadal mam je kontynuować (?!)
W maju – poznam trzeciego osobnika, którego potraktuję jak królika doświadczalnego. Jednak tych trzech będzie mi mało, bo już pod koniec maja zacznę romansować z czwartym!
Niestety, już w czerwcu w związek wkradnie się rutyna. (No to szybko poszło. Zawsze myślałam, że rutyna to po dłuższym czasie, a nie po kilku dniach, tygodniach. Chyba, że horoskop miał na myśli pozostałe trzy związki. Tu można od biedy w to uwierzyć. Od lutego do czerwca coś może zacząć być monotonne. Może to zwodzenie). Rozwiązaniem na być wspólny wyjazd na weekend. (Ale, że jak? Że co? Z nimi wszystkimi? Czy z każdym z nich w inny weekend?)
Na szczęście w lipcu wszystko się ułoży. Jako osoba samotna mam wyjść z inicjatywą. (Zaraz, zaraz. Jak to samotna? Przecież póki co, wedle horoskopu to jestem w czterech związkach! A na dokładkę wszystko w nich ułożyło się pomyślnie! Czegoś tu nie rozumiem).
W sierpniu poznam osobę, z którą zechcę pozostać na dłużej. (A co z pozostałymi? No nic, skoro horoskop określa mój znak zodiaku jako frywolny – buahahaha – to widać mogę być w pięciu związkach naraz).
We wrześniu czeka mnie lutowa powtórka z rozrywki. Dosłownie. Ktoś, kto pisał horoskop posłużył się opcją: „kopiuj, wklej” i słowo w słowo wkleił to samo co w lutym. Poważnie. Na szczęście nie muszę się tym przejmować, bo dostanę pierścionek zaręczynowy i ofertę wyjazdu do innego kraju. (Dobrze, że mam łącznie dziesięć palców, bo pięć będę już miała zajęte pierścionkami. Czyli w sumie jeszcze pięć zostaje mi wolnych).
Na szczęście, bo w październiku czekają mnie kolejne miłosne podboje. (Widać te pięć związków narzeczeństwa nie spełnia moich wymagań;) ).
Listopad mam przewalony. Partner będzie niezadowolony. Niestety horoskop nie precyzuje który. I dochodź tu teraz kobito, który z sześciu osobników ma jakieś pretensje.
W grudniu coś mi pozmienia plany osobiste. (Pewnie cała szóstka dowie się o sobie). Jednak poznam kogoś z poczuciem humoru. (Być może rozbawi go, kiedy dowie się, że będzie siódmy).
No i tym horoskop się kończy.
A ja do teraz siedzę i zastanawiam się co bierze osoba pisząca horoskopy. Może diler nawalił? Może pomyliła opakowania? Może lekarz wypisał złą receptę? Może farmaceuta w aptece wydał nie ten lek co trzeba? Może w redakcji brakło alkoholu? Albo wręcz przeciwnie było go zbyt dużo? To by wyjaśniało opcję „kopiuj, wklej”.

Gdyby jednak coś z tego miało być prawdą, to na wszelki wypadek muszę rozpocząć poszukiwania odpowiedniego domu. Pod przyszły męski harem.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz