Wczoraj byliśmy na zakupach. Wpadła mi w oko sukienka. No zarąbista normalnie. Cudo. W przymierzalni się okazało, że ja sukience nie przypadłam do gustu w ogóle. Za nic nie chciała się na mnie dopiąć. Noż szlag by to trafił…
Dzisiaj wieczorem wołam Młodego:
- Chodź, przejdziemy się z psem na spacer.
Młody wylazł z pokoju, popatrzył dziwnie na moje adidasy, dres.
- No chodź Młody. Tam po drodze jest siłownia na świeżym powietrzu. Nie można tak wciąż w domu siedzieć. Trzeba się czasami poruszać.
- Co matka… zabolało, że sukienka nie pasowała?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz