Mam ci ja dzieciny.
Jedno, płci rzekomo pięknej, w wieku gimnazjalnym, o wdzięcznym mianie Gimbusówna. Miano zmienię, jak na to zasłuży, a przynajmniej udowodni, że gimbus to człowiek, a nie stan umysłu.
Drugie, płci brzydkiej, w wieku prawie dorosłym. A przynajmniej tym, uprawniającym do zakupu alkoholu bez pokazywania dowodu. Technikus Lenikus, zwany potocznie Młodym Grizzli.
Niestety wiek ten jest również okresem dojrzewania, szukania samego siebie (chociaż niektórzy nie odnajdują się nawet na emeryturze), buntu, który przyprawia o furię wściekłości najspokojniejszych i kochających rodziców.
Na nieszczęście mojej domowej młodzieży, nigdy nie należałam do spokojnych i miłych kobiet.
Na moje nieszczęście, Gimbusówna też nie należy. W końcu coś po matce odziedziczyła.
Jak wiadomo wszystko z czasem ewoluuje.
Malutkie, słodkie niemowlaki również.
Proces ewolucji wygląda mniej więcej tak:
Niemowlę – 0-1 – je, wydala, śpi.
1-3 – je, wydala, śpi, zaczyna mówić i chodzić
4-6 – je, wydala, śpi, mówi, chodzi, zaczyna zadawać pytania.
7-12 – je, wydala, śpi, mówi, chodzi, pyta, zaczyna pyskować.
13-16 – je, wydala, śpi, mówi, chodzi, pyta, pyskuje. I mniej więcej w tym okresie zaczyna się faza poszukiwania samego siebie, problemy z tożsamością, podważanie autorytetów – tzw. bunt nastolatka. Rodzic może mieć wrażenie, że ewolucja dziecka utknęła w miejscu, doprowadzając jednocześnie do zagłady jego mózgu.
(To pewnie zmasowany atak wygłodniałych zombie).
17 – i więcej – je, wydala, śpi, nie zawsze mówi gdzie chodzi, miast pyskówek jest szansa na rozmowę, faza buntu dobiega końca, a mózg zdaje się na powrót funkcjonować (najwidoczniej zombie zrzygało się i do teraz mu się odbija).
Jako, że nigdy nie byłam matką kwoką – wszak doba ma tylko dwadzieścia cztery godziny, a jak samemu wychowuje się potomstwo, pracuje, zajmuje domem, to też kiedyś spać trzeba – udomowiona młodzież zmuszona była szybko dorosnąć i przejąć na siebie część obowiązków.
I to byłoby na plus.
A jak jest plus to jest też i minus.
Nikt dotąd jeszcze nie opracował możliwości sklonowania się tak, aby móc być w kilku miejscach naraz. Tak więc niemożliwym jest być w pracy i jednocześnie w domu, by dopilnować, czy młodzież zajmuje się tym czym powinna. A o tym, że nie zawsze postępuje zgodnie z sugestiami matki, zwłaszcza w okresie dojrzewania i buntu można bardzo szybko przekonać się, otrzymując informacje ze szkoły. Informacje te nie zawsze są miłe.
Można znieść spokojnie jedną informację. Dwie, trzy... ale kiedy liczba zaczyna zbliżać się do trzycyfrowej, człowiek zaczyna mieć dość.
I tylko dlatego powstała seria opowiadań o Gimbusównie, czy Rozmówki z Młodym..
Swoisty wentyl bezpieczeństwa.
I to nie dlatego, że nie kocham własnych dzieci, jak mi to owe dzieci zarzuciły.
Jedno, płci rzekomo pięknej, w wieku gimnazjalnym, o wdzięcznym mianie Gimbusówna. Miano zmienię, jak na to zasłuży, a przynajmniej udowodni, że gimbus to człowiek, a nie stan umysłu.
Drugie, płci brzydkiej, w wieku prawie dorosłym. A przynajmniej tym, uprawniającym do zakupu alkoholu bez pokazywania dowodu. Technikus Lenikus, zwany potocznie Młodym Grizzli.
Niestety wiek ten jest również okresem dojrzewania, szukania samego siebie (chociaż niektórzy nie odnajdują się nawet na emeryturze), buntu, który przyprawia o furię wściekłości najspokojniejszych i kochających rodziców.
Na nieszczęście mojej domowej młodzieży, nigdy nie należałam do spokojnych i miłych kobiet.
Na moje nieszczęście, Gimbusówna też nie należy. W końcu coś po matce odziedziczyła.
Jak wiadomo wszystko z czasem ewoluuje.
Malutkie, słodkie niemowlaki również.
Proces ewolucji wygląda mniej więcej tak:
Niemowlę – 0-1 – je, wydala, śpi.
1-3 – je, wydala, śpi, zaczyna mówić i chodzić
4-6 – je, wydala, śpi, mówi, chodzi, zaczyna zadawać pytania.
7-12 – je, wydala, śpi, mówi, chodzi, pyta, zaczyna pyskować.
13-16 – je, wydala, śpi, mówi, chodzi, pyta, pyskuje. I mniej więcej w tym okresie zaczyna się faza poszukiwania samego siebie, problemy z tożsamością, podważanie autorytetów – tzw. bunt nastolatka. Rodzic może mieć wrażenie, że ewolucja dziecka utknęła w miejscu, doprowadzając jednocześnie do zagłady jego mózgu.
(To pewnie zmasowany atak wygłodniałych zombie).
17 – i więcej – je, wydala, śpi, nie zawsze mówi gdzie chodzi, miast pyskówek jest szansa na rozmowę, faza buntu dobiega końca, a mózg zdaje się na powrót funkcjonować (najwidoczniej zombie zrzygało się i do teraz mu się odbija).
Jako, że nigdy nie byłam matką kwoką – wszak doba ma tylko dwadzieścia cztery godziny, a jak samemu wychowuje się potomstwo, pracuje, zajmuje domem, to też kiedyś spać trzeba – udomowiona młodzież zmuszona była szybko dorosnąć i przejąć na siebie część obowiązków.
I to byłoby na plus.
A jak jest plus to jest też i minus.
Nikt dotąd jeszcze nie opracował możliwości sklonowania się tak, aby móc być w kilku miejscach naraz. Tak więc niemożliwym jest być w pracy i jednocześnie w domu, by dopilnować, czy młodzież zajmuje się tym czym powinna. A o tym, że nie zawsze postępuje zgodnie z sugestiami matki, zwłaszcza w okresie dojrzewania i buntu można bardzo szybko przekonać się, otrzymując informacje ze szkoły. Informacje te nie zawsze są miłe.
Można znieść spokojnie jedną informację. Dwie, trzy... ale kiedy liczba zaczyna zbliżać się do trzycyfrowej, człowiek zaczyna mieć dość.
I tylko dlatego powstała seria opowiadań o Gimbusównie, czy Rozmówki z Młodym..
Swoisty wentyl bezpieczeństwa.
I to nie dlatego, że nie kocham własnych dzieci, jak mi to owe dzieci zarzuciły.
A tak poza tym... niech się cieszą, że w czasach kiedy się rodziły, nie sprzedawano śliskich kocyków, a ja nie miałam daru widzenia przyszłości.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz