22 grudnia 2013

Przedwigilijnie

Święta, święta i po świętach... za kilka dni te słowa staną się rzeczywistością. A póki co... Życie realne zmusiło mnie do opuszczenia swojej ostoi, co też uczyniłam ze sporą niechęcią. Jak mus to mus.
Ledwo opuściłam progi domostwa, zaopatrzona w stos siatek, reklamówek, toreb i wypchany portfel, dostałam w łeb choinką niesioną przez sąsiada. Uświadomiło mi to, że do listy zakupów trzeba dorzucić bombki. Zeszłoroczne nieco się zdeformowały – czyli uległy zniszczeniu.
Zakupy to jedna z rzeczy, których nienawidzę. Nie rozumiem jak można ładować do koszyka sklepowego masę zbędnych artykułów, toczyć wraz z innymi klientami boje o rzeczy z promocji (prawdziwy Grunwald, jak Boga kocham!), by wreszcie z miną zwycięzcy ustawić się w kolejce do kasy i pozwolić zmęczonej pani za ową kasą zabrać swoje finanse.
No nic...
Wyciągnęłam z domu Młodego Grizzli i Gimbusównę – ktoś przecież musi dotaszczyć zakupy na miejsce – po czym podejmując się roli przewodnika po mieście i sklepach, poprowadziłam młodzież za sobą.
Udało się nam dokonać niezbędnych sprawunków w jedno popołudnie. No prawie jedno. Pozostałych trzech nie liczę. Co prawda Młody Grizzli coś tam protestował przeciwko zamordowanemu karpiowi, ale kto by słuchał dziecka. Dzieci i ryby głosu nie mają. Nie chcąc zapewne podzielić losu karpia, przymknął się w chwili, gdy moja żądza mordu zaczęła kierować się w jego stronę.
Mniej dyplomacji wykazała Gimbusówna:
- Mamooooo! A te lampki na choinkę to jedyne co mamy? Czy jakieś jeszcze są? Bo ja chciałam do siebie, do pokoju.
- Jedyne – mruknęła wredna matka.
- Czyli w tym roku na choince ich nie będzie?
Rzut kapciem w stronę gdzie stała, pozbawił ją wątpliwości, gdzie w tym roku zawisną lampki.
Wróciłam do swoich zajęć, gdy rozległ się głos Młodego Grizzli:
- Kto wyżarł paluszki i ciastka?
- Jak to wyżarł? – uszczuplenie zapasów, które zgromadziłam w jednej z szafek nie wpłynęły pozytywnie na mój humor przedświąteczny. – Przecież tydzień temu mówiłam, że sezon pod tytułem: „Zostaw to i nie ruszaj, to na święta!” uważam za otwarty. Które wyżarło? – wrzasnęłam, spiesząc do kuchni by sprawdzić czy w ogóle coś pozostało.
- A to tutaj coś było? – zdziwiła się niewinnie Gimbusówna, przezornie znikając za drzwiami swojego pokoju i gubiąc po drodze szeleszczące papierki po cukierkach.
- Ty pieroński żarłoku! – wyrwało mi się spod serca.
Zawsze to samo. Co roku. Mieszkając z domową młodzieżą, należałoby chyba robić zakupy w Wigilię z rana.
Wysłałam pożeraczy po kolejny zapas słodyczy, a sama zajęłam się porządkami.
Gdy okna już lśniły, białe firanki zwisały dumnie z karnisza, a i reszta mieszkania błyszczała jak dobrze wylizane psie ja... to znaczy – po prostu błyszczała, wpadłam na pomysł świątecznego przystrojenia okien.
Niestety spotkało się to ze zdecydowanym protestem młodzieży. Nie takie bunty już się gasiło, tak więc niedługo potem w oknach pojawiły się choinki, bałwanki i inne bzdury, którymi ludzie czasami obwieszają płoty, okna itp.
Przedświąteczną gonitwę uznałam za skończoną i oddaliłam się w kierunku swojej ostoi, zamierzając powrócić do przyjaznego środowiska netowego, by przy ubijaniu potworów i zdobywaniu expa, przygotować się psychicznie na wigilijne gotowanie.
- A choinka? – przypomniała młodzież.
Zawsze pamiętają to, co niekoniecznie jest w danej chwili ważne.
- Sami się tym zajmijcie – mruknęłam, jedną nogą będąc już w upragnionej ostoi.
Nim przekroczyłam próg drugą, dotarło do mnie, że w wigilijny poranek trzeba będzie wyjść z domu i kolejny raz uzupełnić zapas bombek. A może jednak nie?
- Ja nie stroję!
- Ja też nie!
Te dwa zdania pogrzebały moją nadzieję na powrót do zaprzyjaźnionego środowiska.
- Jak to @#$%^& nie stroicie? – wydarłam się paskudnie, ruszając do pokoju zwanego szumnie salonem.
Niby dlaczego wszystko ma być na mojej głowie? Porządki, lista zakupów, gotowanie... Sama tam mieszkam czy jak?
- Stroicie. I to zaraz – oznajmiłam nieprzyjemnie, wyciągając z szafy pudła z ozdobami.
Poskładałam drzewko wigilijne, podłączyłam lampki i w tym momencie do moich uszu dobiegł dźwięk Słowian. @#$%^& tylko nie to!
- Wyłącz ten cycaty łomot i zapodaj jakieś kolędy – nakazałam Gimbusównie.
- Nieeeee! – odwrzasnęła, pogłaśniając muzykę.
- Wyłącz to! I wrzuć jakieś celtyki – zaprotestował Młody Grizzli. – Albo sam wyłączę.
Ma jednak kochane dziecko gust muzyczny.
Wizja wylatującego za okno laptopa rozbrzmiewającego dźwiękami cycatych Słowianek najwyraźniej nie spodobała się Gimbusównie, bo rytmiczny łupu cupu umilkło.
Odetchnęłam z ulgą, przepędzając spod powiek podskakującą wokalistkę. Przecież to się może człowiekowi przyśnić!
- Dobra, to pomogę, ale za to wrzucę zdjęcia na aska – oznajmiło młodsze dziecię.
- A wrzucaj gdzie chcesz, byle bombki wisiały na gałęziach – zgodziłam się. – I nie zapomnij na fejsie pochwalić się, jak to dzielnie łańcuch kładłaś – dorzuciłam złośliwie. – Zalajkują i dostaniesz + 20 do zajebistości.
Ostatecznie choinka została ubrana, a w moim sercu zagościła nadzieja na powrót do ostoi.
Usiadłam przed ukochanym komputerem, włączyłam grę, gdy nagle rozległ się huk i brzęk.
Nie wiedziałam, że potrafię z taką szybkością pokonać odcinek dzielący mój kącik od salonu.
I taka mała nauczka na przyszłość.
Nie zostawia się bez nadzoru w jednym pokoju psa, młodzieży – nawet tej dorastającej – i choinki.
A po bombki sobie pójdę. I owszem.

Ze świątecznym pozdrowieniem dla Czytelników

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz