29 stycznia 2014

Mordoksiążka

Przywiało mnie na fejsa. Tego prywatnego. Wyjątkowo nie w sprawach rozmów organizacyjnych, czy zamienienia kilku luźnych zdań ze znajomymi. Ot ileś tam wydarzeń, powiadomień czy tym podobnych, co świeciło się w lewym górnym rogu. Do dzisiaj nie wiem co to, ale czasami to sprawdzam.
Tak więc otworzyłam i posprawdzałam czy przypadkiem nie pominęłam czegoś co było godne mojej uwagi. Okazało się, że 99% to spam. Zwykły spam typu: X wrzucił fotkę, Y napisał komentarz, Z zaprasza do polubienia strony produktu, którego nie znoszę, W prosi o coś w grze, U powiadamia o urodzinach, S,T,O,P też czegoś chcą w podobnym stylu. Odznaczyłam jako przeczytane i z racji tego, że miałam nadmiar wolnego czasu, przejrzałam to, co wyświetla się pośrodku. Taki długi pasek pełen bzdetów, który przesuwasz, przesuwasz, a on wciąż wyrzuca z siebie setki informacji, cholera wie komu potrzebnych.
Zupełnie jak nasi politycy. Gadają, gadają, a nikt nie wie o co im chodzi. Poza tym, że pewnie znowu wyłudzą kasę od podatników, ewentualnie nakręcą kolejny kabaretowy odcinek obrad.
Przewijałam dzielnie ów pasek, ze znudzeniem odpalając papierosa. Fotka z rąsi, fotka w lustrze, fotka z dzióbkiem, fotka z gitarką, fotka z czymś w ustach, fotka z oczkiem, fotka z grzywką – aha, czyli gimbaza dostała do ręki aparat bądź któryś z tych telefonów co to zdjęcie zrobią, maila napiszą, film nakręcą, obliczą pierwiastki, przetłumaczą tekst, tylko... tylko dzwonić z nich chyba się nie da.
Miałam już zamykać, kiedy moją uwagę przyciągnęło kolorowe wielkie zdjęcie. Początkowo przypominało to wielobarwną papugę kakadu. Zamrugałam oczętami i wlepiłam je w ową fotkę. Fioletowe włosy do ramion, oczy w jakże modnym ponoć smok eyes, napompowane, chyba silikonem, wargi, ciemna cera rodem z solarki. A niżej... Wybuchnęłam głośnym śmiechem. Nie, nie cycki, jakże chętnie uwieczniane przez bezmózgie samiczki wabiące równie bezmózgich samców. Niżej, na szyi była słitaśna, różowa obróżka. Taka słodko cukierkowa. Podobną widziałam kiedyś na szyi yorka którejś z celebrytek. Przyjrzałam się uważniej, bo może to właśnie owa celebrytka? Może psinka jej zwiała i tylko obróżka została? Może pogrążona w rozpaczy postanowiła ją nosić? A może to jakieś przebranie do zabaw sado-maso? Tym bardziej, że podpis brzmi – Wspaniała sesja z pańcią.
Patrzę i patrzę na to zdjęcie i... niedowierzam własnym oczom.
W sumie do teraz jeszcze jestem w lekkim szoku.
Dla pewności zerknęłam na osobę umieszczającą ową fotkę. Starsza kobieta, prowadząca swoją firmę, bynajmniej nie mająca nic wspólnego z usługami erotycznymi typu bdsm.
Serio?
Rozumiem, że młodzi ludzie w wieku nastoletnim zamieszczają masę zdjęć, chwaląc się przed rówieśnikami, zdobywając popularność itp. Ale dorośli ludzie? I to osoby, które powinny dawać przykład właśnie tej nieraz zakręconej młodzieży?
Rozbawiona i nieco zdziwiona, kliknęłam fotki owej starszej pani. Wiecie, że można chwalić się tym, że leży się w szpitalu z nogą w gipsie? I z tej okazji zrobić całą serię zdjęć owego gipsu? Ostatnio równie głupi pomysł zapodała jedna ze znajomych Gimbusówny, zamieszczając na fejsie zdjęcia z własnego wypadku. Ona i nosze, ona i ratownicy próbujący jej pomóc, ona i wnętrze karetki, ona i sala szpitalna, ona i łóżko szpitalne i tak dalej w ten deseń. Sądząc po minie ratowników i zapewne lekarza uwiecznionych na fotkach, mieli ochotę wyrwać jej z ręki to coś czym robiła zdjęcia. W każdym razie na szczęśliwych modeli nie wyglądali. Natomiast ona, zakrwawiona, z wykrzywioną twarzą – być może coś ją bolało – znalazła świetny sposób na zainteresowanie swoją osobą rzeszy znajomych na fejsie. Co mnie rozwaliło? Komentarz jej matki. „Kochana córeczko, zdrowiej prędko. O i widzę, że mój ulubiony twój kolega, też się załapał na zdjęcia.” Tak, załapał – siedział z rozciętym czołem obok rozwalonego auta.
A wracając do starszej pani, szefowej poważnej firmy. Kilkanaście nudnych fotek gipsu, skrzywionej twarzy „modelki”, wnętrza sali szpitalnej, ramy łóżka, stolika nocnego, krzesła stojącego w rogu... Wow. Jeśli ktoś nie widział jeszcze jak jest w szpitalnej sali, wystarczy, że obejrzy tę foto relację. Skąd dorosłym ludziom przychodzą takie rzeczy do głowy?
Nie ukrywam, że w pierwszej chwili miałam ochotę wrzucić tam w komentarz skargę, że złamał mi się paznokieć. Doszłam jednak do wniosku, że taka zbyt mała tragedia nie wzbudzi raczej zainteresowania, a sarkazmu pewno nie zrozumieją.
Kolejną rzeczą, która rozwala przy takich fotkach są komentarze: „Słitaśnie!”, „Ślicznie wyszłaś!’, „Prześliczny gips!”, „Cuuuudowneeeee”, „Wspaaaaaniaaaleeee” i rosnąca ilość tzw. lajków.
Serio?
Przegapiłam jakiś etap w ewolucji? A może zaczynamy cofać się w rozwoju, tylko jeszcze tego nie zauważyłam?
Czy ktoś może mi to wyjaśnić? Dlaczego dorośli ludzie robią z siebie idiotów? I jak tu potem iść z takim do Media Marktu?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz