30 marca 2014

Grey wkracza do gimnazjum

Lubię czytać. Gimbusówna nie lubi. Dlatego często dochodzi między nami do „małych” spięć dotyczących owego czytania. Zwłaszcza jeśli nagle okazuje się, że „ta lektura miała być na jutro! Nie masz streszczenia?”
Tym razem jednak moje oczka stanęły na słupkach, kiedy zauważyłam w ręce Gimbusówny książkę. I to nawet dosyć grubą. Dla pewności zamknęłam i otworzyłam oczęta. Kilka chwil później zamrugałam kilkanaście razy, ale widok dziecięca leżącego na łóżku i czytającego nie znikł.
- Yyyy – wydobyło się z trudem ze ściśniętego wzruszeniem gardła.
Wszak niecodziennie widzi się gimbusa z książką w dłoni.
- Gimbusówna... gorączkę masz? – spytałam wrednie.
Dziecina raczyła oderwać błękitne ślepia od książki i wlepiła je we mnie.
- Czytam sobie – odparła z wdziękiem.
- Yyyy – odchrząknęłam zaskoczona – Czytasz sobie? Pani od polskiego kazała?
- Nie – na ustach Gimbusówny pojawił się szeroki uśmiech zadowolenia.
- A co czytasz? – wyciągnęłam szyję, próbując dojrzeć okładkę
- Greya – dziecina powróciła do lektury.
- Eeeeee – tym razem to ja wlepiłam w nią oczy pełne niedowierzania. – Greya? Tego Greya? – wolałam się upewnić.
- Tak – Gimbusówna nie odrywała wzroku od powieści.
Przyznaję, że wrosłam w podłogę. W jednej chwili. Rozumiem, że młodzież nie przepada za klasykami literatury, za pięknem polszczyzny, uniwersalnymi przekazami i prawdami, ale... Grey? Określany mianem porna dla znudzonych gospodyń domowych, które żądne nowych doznań latają potem po targowisku w poszukiwaniu największego ogórka? Grey w rękach nieletniej Gimbusówny? Zdecydowanie to nie książka dla niej i nie w tym wieku. Nawet mimo przyspieszonego dorastania, dojrzewania młodzieży w obecnych czasach.
- A skąd masz tego... Greya? – ciekawość odnośnie tego, kogo ochrzanić za nieodpowiednią dla Gimbusówny lekturę, wzięła górę.
- Od Zuzi - wyjaśniło dziecię, nie odrywając wzroku od stronic. – Zuzia jest tym zachwycona. Ma wszystkie części i mówi, że to najwspanialsza książka pod słońcem! – w głosie dzieciny dało się słyszeć uwielbienie dla Zuzi, Greya i autorki owej szmiry.
- A nie mówi przypadkiem, że równie fascynujący może być podręcznik do fizyki, z której masz zagrożenie, bądź biologii?
- Mamoooo! Ty to wredna jesteś. Idź sobie – dziecię odwróciło się plecami.
No to sobie poszłam. Razem ze swoją wredotą. Postanawiając w wolnej chwili dowiedzieć się co też fascynującego jest w owej powieści.
Okazja trafiła się niebawem.
Pewnego spokojnego popołudnia Gimbusówna wpadła do domu wraz z gronem znajomych. Wpadła – to dobre określenie. Oni nigdy nie wchodzą normalnie. Zawsze wbiegają z niezrozumiałym bełkotem.
- Droga Młodzieży Gimnazjum – zaczęłam odważnie – a co wam tak się podoba w tym Greyu?
- No jak to co? Grey! – padła odpowiedź od blondyneczki w okularkach.
Dziecko, błagam pogadaj z okulistą, niech ci szkła zmieni, bo te co masz ewidentnie za słabe, jeśli Grey ci się podoba.
- No i przecież jak on ją traktuje! – w głosach kolejnych dwóch koleżanek Gimbusówny brzmiał nieskrywany podziw.
- To znaczy jak traktuje? – spytałam.
Przyznaję się, nie czytałam jeszcze owego rzekomego bestsellera, ale opinie o nim w zupełności mi wystarczyły, aby spadł na najbardziej odległe miejsce na liście tego co chcę, planuję przeczytać.
- No jak dziwkę! – nastolatki patrzyły na mnie jak na osobnika, który nie rozumie najprostszych rzeczy.
- Nooo! Jak tanią szmatę na telefon!
- A ona jedzie, jak on jej każe przyjechać!
- I on ją potem piep... – dzieciny umilkły patrząc niepewnie po sobie.
Chyba zorientowały się, że zachwycanie się tym, że ktoś kogoś ten teges, do tego w obecności matki jednego z nich, nie jest wskazane.
- Kocha się z nią? – podpowiedziałam jadowicie miłym głosem.
- Nie! – zabrzmiał chóralny okrzyk
- Eeee, nie? – tym razem to ja się zdziwiłam.
- No nie! On jej nie kocha! On ją ma tylko do seksu!
- I tam tak pisze? – upewniłam się.
- No, on jej mówi, że ma mu dawać dupy, kiedy mu się zachce.
- I ona musi go słuchać!
- I on ma taki pokój specjalny!
- I kazał jej umowę podpisać!
- I tam jest dużo takich fajnych scen!
- I może zamkniecie się? – nie wytrzymałam.
Nastolatki spojrzały na mnie z politowaniem.
- Słuchajcie no, jeśli chcecie, możemy sobie pogadać o seksie, miłości i tym podobnych. Ale teraz pytałam was o to, co wam się podoba w tej książce.
- Matka, ty to dzisiaj jakaś inna jesteś. Przecież to jest fajne! – Gimbusówna patrzyła na mnie z przyganą. Reszta jej koleżanek pokiwała twierdząco pustymi główkami. Tak pustymi, że wręcz słyszałam, jak ostatnia, szara komórka obija tam się gdzieś w kąciku, szepcząc błagalnie: Dobijcie mnie.
- Fajne jest to, że jakiś facet wykorzystuje dziewczynę? – spojrzałam badawczo na grupkę.
Grupka popatrzyła po sobie.
- Bo ty się matka nie znasz! – prychnęła Gimbusówna i zagarnęła koleżanki do swojego pokoju.
Widząc wchodzące dziewczęta, z pokoju w tempie przyspieszonym ewakuowała się kolejna, nowa kolonia bakterii.
A ja postanowiłam po cichu „pożyczyć” sobie ową „zachwycającą” powieść i na własne oczy przekonać się o czym tam pisze.
Najpierw odczytałam zachwalające recenzje umieszczone na tylnej okładce. „Trzyma w napięciu erotycznym”.
A potem...
Wybaczcie, ale wymiękłam przy umowie, którą koleś kazał lasce podpisać. Mimo najszczerszych chęci nie byłam w stanie czytać dalej. Śmiałam się jak głupi do sera. O ile jeszcze zniosłam w miarę spokojnie głupotę, naiwność rodem z gimnazjum głównej bohaterki, będącej ponoć na studiach, to reszta rozkładała mnie na łopatki. Wytrzymałam „westchnięcia prosto z falującej piersi Anastazji, które Grey zauważał”, próbowałam nie śmiać się przy „doprowadził ją do kosmicznego orgazmu pocierając palcami jej sutki”, ale kiedy przeczytałam słowa: „Teraz będę pieprzył cię... ostro...” następujące zaraz po opisie owego orgazmu, wybuchłam głośnym śmiechem.
Tak głośnym, że zaniepokojona Gimbusówna wyjrzała ze swojego pokoju i przybiegła do mnie.
- Nic dziecko, nic – machnęłam niedbale ręką, drugą próbując schować prędko „bestseller” pod biurkiem.
Dziecko odeszło, patrząc na mnie jak na kogoś niespełna rozumu.
A ja pobieżnie przejrzałam resztę owej „wspaniałej” powieści. Towarzyszyły temu kolejne głośne wybuchy śmiechu.
Przepraszam.
Naprawdę nie mogłam się powstrzymać.
Najwidoczniej nie dorosłam jeszcze do „arcydzieł” tego typu.
Przez głowę przemknęły mi opisy scen erotycznych, które czasami rozpisywaliśmy na sesjach. Opisy scen zamieszczane w różnych powieściach. Opisy, które często znajdują się w typowych romansidłach i wiele innych. I wiecie co? W tamtych opisach było owo napięcie erotyczne. W Greyu, za cholerę tego nie ma. Naprawdę.
Książkę Gimbusównie skonfiskowałam. Po co ma dziecina czytać coś, co nie nadaje się do czytania. Jeśli koniecznie chce poczytać literaturę erotyczną, to kiedy tylko ukończy owe magiczne piętnaście lat, wskażę jej kilka dobrych tytułów. I jeśli dalej będzie jej się podobała relacja : master – uległa suczka – posługując się terminologią zabaw sado-macho, to tutaj też znajdzie się kilka tytułów godnych przeczytania. Byle nie Grey.
A tymczasem... Skoro Gimbusówna taka zachwycona książką...
Zakupię kajdanki, przykuję nimi dziecinę do biurka, wcisnę w rękę podręcznik z fizyki i stojąc nad nią z pejczem, każę się uczyć. Nawet mogę jej umowę przygotować, którą będzie musiała podpisać. Oczywiście w umowie nie omieszkam zamieścić rozkazu sprzątania swojego pokoju oraz nauki :-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz