Podziwiam niektórych nauczycieli, że mają siłę wykonywać swoją pracę. Jeszcze większy szacunek i zachwyt budzą we mnie ci, którzy próbują nauczyć gimnazjalistów czegokolwiek. Chociażby tego, aby nie łazili po drzewach jak małpy. W pewnych przypadkach nawet to się udaje. Tak słyszałam ; )
Rozbawiła mnie kiedyś pewna sytuacja. Dzieciaczki w szkole podstawowej miały coś tam pozaliczać. Dostały na karteczce zapisane 5 – słownie: pięć – dat. I musiały się ich nauczyć. Oczywiście celem tego zaliczenia. Zapamiętanie 5 dat dla przeciętnego dwunastolatka nie powinno być problemem. Z przykrością stwierdzam, że było. I to tak wielkim, że polegli, próbując wykonać to zadanie.
Próbowałam przypomnieć sobie swoje czasy szkolne. Tak, wiem. Dawne czasy, jednak dinozaury już wtedy nie biegały : P Gdyby nauczyciel w ramach zaliczenia materiału kazał mi wkuć tylko 5 dat, to podejrzewam, że zrobiłabym to. Z uśmiechem na ustach. Jednak dorastająca młodzież ma ważniejsze rzeczy na głowie niż nauka.
Tak ważne, że gdy nauczyciel każe wyjąć kartki, bo chce sprawdzić stan wiedzy swoich uczniów, czy zaczyna odpytywanie, w główkach gimbusów zaczyna szaleć tajfun przerażenia.
Nie wiem co mnie podkusiło, aby tego dnia zerknąć na słynnego Librusa. Spojrzałam i załamałam się.
- Gimbusówna! Do mnie! – wrzasnęłam, czując, że moje ciśnienie zaczyna niebezpiecznie piąć się w górę, a spokój, cisza i opanowanie uciekają w najciemniejsze zakamarki mojej ostoi.
- Nooooooo – odparło flegmatycznie dziecię, stając na progu.
- Co to jest? – spytałam retorycznie, wskazując palcem na ekran monitora.
- Monitor? – Gimbusówna patrzyła na mnie jak na wariata.
- Dziecko, nie przeginaj... – warknęłam ostrzegawczo, niczym nasz pies przebudzony z drzemki.
- Nooooooo, Librus? – Gimbusówna próbowała zmusić do myślenia szarą komórkę.
Spojrzałam na nią, zastanawiając się czy zamordować dziecinę teraz, czy poczekać do zmroku, kiedy to łatwiej będzie wynieść z domu poćwiartowane zwłoki.
- Ojjjj, nooooooo, jedynki. I w czym problem? – niebieskie oczka dziecięcia patrzyły na mnie, a szara komórka iskrzyła, próbując pojąć jaki może być związek między monitorem, Librusem i jedynkami.
- Może tak jakieś wyjaśnienie? Co w ogóle mają znaczyć takie, a nie inne stopnie?
- Nooooo, bo pan nie uprzedził – padła wielce zawiła odpowiedź.
- O czym nie uprzedził
- Nooooo, że będzie pytał.
Zatkało mnie.
- Gimbusówna, chcesz mi powiedzieć, że nauczyciel ma uprzedzać o tym, że będzie pytał? – upewniłam się.
- Nooooo, a skąd mamy wiedzieć, że akurat tego dnia zapyta?
- Dziecino, a słyszałaś o czymś takim jak nauka? Odrabianie zadań domowych? Powtórzenie materiału przed lekcjami?
Niebieskie oczka patrzyły na mnie z niedowierzaniem. Zawsze tak patrzą, kiedy zaczynam truć o nauce.
- Nauczyciel ma prawo odpytać z materiału, który był na poprzedniej lekcji
- Nooooo, ale w kodeksie ucznia... – zaczęła obronnie
- Nie wyjeżdżaj mi tu z kodeksem ucznia – najlepszą obroną jest atak – bo jak ja ci wyjadę z zakresem twoich domowych i szkolnych obowiązków, to doby ci nie wystarczy na ich wykonanie – zagroziłam.
- Noooo, bo ty to zawsze się czepiasz! A on nam nie powiedział, że będzie pytał! To jego wina! – wrzasnęła, po czym ciężko obrażona poszła do siebie.
Ręce mi opadły. To wina nauczyciela, że nie uprzedził gimbazy, że może sprawdzić ich wiedzę.
- Podanie z prośbą o możliwość odpytania, czy zrobienia kartkówki ma wam wysłać? – wrzasnęłam za Gimbusówną.
Nie odpowiedziała, ale jak podejrzewam, woleliby chyba, aby owo podanie ukazało się na fejsie.
Zerknęłam jeszcze raz na stopnie dziecięcia.
Pamiętacie jeszcze powiedzenie, że uczeń bez dwói, to jak żołnierz bez karabinu? Gimbusówna jest tak uzbrojona, że starczyłoby tego do opanowania świata. Nawet Putin wymięka tutaj.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz