Pocinam twardo w gierkę i słyszę niewinny głos Młodego:
- Może ci matka do sklepu po coś iść?
Zdębiałam...
Młody, sam od siebie, chce iść do sklepu?
- Matka, na pewno nic nie potrzebujesz? Bo jak potrzebujesz to ci do biedry skoczę - zapewnia Młody.
Się zdziwiłam... bardzo...
- Młody, a ty chory jesteś czy jak? - lepiej było się upewnić. Przecież sam od siebie od kompa się nie ruszał. Trzeba było motywacji w postaci spaghetti, albo innego żarcia, albo zmuszenia...
- Nie, ale wiesz, mogę iść do biedry, jak coś potrzebujesz.
- No to po sos leć, ale nie musisz taki kawał do marketu, idź do sklepu bliżej.
- Nie no, w biedrze taniej będzie - argumentuje dziecię.
No jak nic dziecko mi się rozchorowało.
- Młody, nie trzeba do biedry, idź tu do tego bliższego sklepu.
- Ale do biedry pójdę, dobra? Masło jeszcze kupię, bo się skończyło. W tym sklepie nie będzie tego co kupujemy.
Noż kufffa. Jak nie będzie? Jak zawsze jest? I co on się tak uparł na tamten kierunek? Oderwałam się od gry i włączyłam tryb myślenia. Trybiki w mózgu zaczynały powoli łapać. Przypomniał mi się nocny spacer z psem i Młodym, który wykazał olbrzymią chęć wyjścia z psem na spacer, ale koniecznie żeby iść w stronę poczty...
- Młody - trybiki w moim mózgu zaczynały kręcić się coraz szybciej - Czyżby w okolicach biedry był jakiś pokemon do złapania?
- No - brzmiała odpowiedź.
I wszystko jasne :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz