05 lipca 2016

Rozmówki z Młodym (10)

Wyleźliśmy z domu, celem uzupełnienia żarcia na weekend. Upał upałem, ale Młodemu zamarzyły się mielone. Nawet sam od siebie i ochoczo zgodził się pójść na zakupy. Co też te lato zrobiło z normalnymi nolifami, to ja nie wiem.
Po drodze zahaczyliśmy o jedno moje ulubione miejsce, a zmianę miał jak zwykle wesoły, żartobliwy sprzedawca. Znamy się już dłuższy czas, często się pożartuje przy okazji robienia zakupów.
- Ooo – zamrugał z niedowierzaniem. – Kiecka? – zmierzył mnie uważnie, ze zdumienia przecierając oczy.
Fakt, zobaczyć Thori w kiecce na mieście, widok rzadko spotykany.
- Ano
- No to teraz trzeba trochę wiatru i będzie jak Marylin Monroe – zamachał rękami w okolicy swoich bioder.
- E, tam – mruknęłam – Dupa za wielka na takie Marylin.
- Ależ skąd! Ależ skąd! – zaczął – Pani to zgrabna i w ogóle! – zapewnił gorliwie.
Do zapewnień przyłączyło się ochoczo kilku męskich klientów wesołego sprzedawcy. Od razu plus 1000 do poprawy humoru. Kupiłam co miałam kupić, wylazłam z bananem na twarzy, a jeszcze w drzwiach było słychać:
- Naprawdę! Zgrabna! Ładnie pani w tej kiecce! W ogóle super!
Humor poprawiony na resztę dnia, nawet upał już nie straszny. (Jakby któraś z dziewczyn potrzebowała darmowych komplementów, to wskażę miejsce, gdzie można je dostać :D) Patrzę na Młodego, a ten się ryje.
- Jesteś matka zgrabna – potwierdził – zgrabna na swój sposób... ale legginsów to ty lepiej nie zakładaj. Sama rozumiesz. Dopóki nie wkładasz legginsów, to nie wyglądasz jak wieloryb.
Tia... dziecko zawsze prawdę powie...
Poleźliśmy dalej. Młody nawija.
- I wiesz matka, on się na mnie obraził.
- Focha strzelił jak baba? O co?
- Bo mu powiedziałem, że czarny humor to jak czarny niewolnik. Nie każdy go ma.
Brechłam śmiechem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz