21 stycznia 2016

Rozmówki z Młodym

Poleźliśmy do bankomatu. Młody obsługuje, ja stoję grzecznie obok, a do bankomatu obok podłazi dwóch kolesi typu: „zwinę ci torebkę i zwieję”. No co ja poradzę, że jakoś wyczuwam na odległość takich typków. Zasłoniłam sobą Młodego (o ile to możliwe zasłonić większego od siebie osobnika), żeby mi do niego nie wystartowali i „przypadkiem” nie zabrali kasy, bo gdzie potem będę ganiać za takimi po ulicach miasta. Nie daj Boże złapię, skopię z glana i jeszcze kłopoty będę miała. Młody dokonał gotówkowych operacji i odeszliśmy. Mówię mu, że tamtych dwóch to mi się wybitnie nie spodobało, bo i stali za blisko i z oczu im nieładnie patrzyło itp.
- Matka, spokojnie. Żaden normalny, zdrowy na umyśle i trzeźwy facet, nie zaczepi kobiety, która wygląda jak bazyliszek.
Popatrzyłam brzydko na Młodego.
- O właśnie. O tym mówiłem. Zabijasz wzrokiem. Nikt nie zaryzykuje.
Aż cud, że Młody wciąż łazi po tym świecie… Uodporniony chyba jakoś…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz