Tuptamy z Młodym przez miasto. Godzina południowa. Miasto szare, zachmurzone, zamglone, a mokre ulice… prawie puste. Przechodniów można policzyć na palcach jednej ręki. W sklepach też pusto. Bez kolejek, bez tłoku. Nieco się zdziwiłam. Pytam Młodego:
- Ty, Młody, ale godzina taka, że powinni łazić. Z pracy, do pracy, na zakupy, ogólnie powinni łazić. Zawsze łazili. Gdzie są ludzie?
- Przespałaś apokalipsę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz