Stoję sobie w kolejce do kasy, dzierżąc dzielnie w łapkach zakupione produkty. Tak to jest jak się koszyka nie chce zabrać przy wejściu. Dwie panie stojące za mną, rozmawiają o szkole, przedmiotach szkolnych, wredności nauczycieli względem uczniów itp. Temat zszedł na religię.
- No, moja córka to już na szczęście nie musi chodzić na religię. – oznajmiła pierwsza pani.
- Jak to nie musi? – zdziwiła się druga.
- W bierzmowaniu już była, to po co? Poza tym duża już jest, sama zdecydowała, że nie chce, bo jej to się nie podoba.
- Mój syn też rezygnował po bierzmowaniu. W sumie to ślub kościelny będą mogli wziąć, dziecko chrzest dostanie, to pewnie, że niech już nie chodzi, jak nie lubi.
Ot „katolicy”…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz